Dziecko


Artykuły na temat wychowania dzieci

 

Aktualne motto:
Dzieci nie przychodzą na świat z instrukcją obsługi w rączce [autor nieznany]

 

 

2012-12-30 Kałuski Bogusław
Kulturalny człowiek

Pewiem przedwojenny inżynier z Poznania, pan Janusz G., tłumaczył dzieciom, że „kulturalny człowiek to taki, z którym się dobrze żyje. Bo pamięta on o innych i żyje tak, żeby im nie przeszkadzać, nie zagrażać, nie utrudniać życia. Że właśnie po to wymyślono już dawno zasady, reguły, których przestrzegają kulturalni ludzie. Że jak urosną, to z radością zauważą, że dzięki temu mogą się rozpoznawać wśród całkiem obcych”. – Bardzo podoba mi się takie ujęcie. Słychać tu coś więcej niż tylko uprzejmość czy obycie w dziedzinie sztuki.

Zobaczmy, jak mówią o tym inni. Kto to jest kulturalny człowiek? Jaki naród ma najlepszą kulturę? Czy ten, którego obywatele otrzymali najwięcej Nagród Nobla? I czy posiadanie kultury chroni przed złem? Chyba niekonieczne, jak o tym świadczy linijka z „Zakazanych piosenek”: im kultura nie zabrania na ulicach polowania.

Aby to szerzej rozumieć, przywołajmy dwa pojęcia: cywilizacja i kultura. – Słowo „cywilizacja” jest związana z łacińskim słowem civis, tj. obywatel. W poszczególnych typach cywilizacji są różne metody organizowania się ludzi (obywateli) i załatwiania spraw ludzi w społeczeństwie. Zwłaszcza decydujące jest to, jak w praktyce stosowane jest prawo, jak sprawowana jest władza, jaki typ ludzi tworzy struktury władzy. Wszyscy są jakoś ucywilizowani, ale w jednych cywilizacjach prawo jest tworzone i działa dla obywateli, a w innych dla władzy. W jednych cywilizacjach władza służy wszystkim ludziom, w innych zaś cywilizacjach władza służy sobie (jakiejś grupie). Bycie ucywilizowanym ewidentnie nie oznacza, że będzie się działało dobrze, czy że będzie się doznawało dobra od innych. - Ale chociaż ideałów nie ma, to chodzi o proporcje.

Natomiast słowo „kultura” pochodzi od łacińskiego colere, tj. uprawiać [ziemię], doskonalić. Z czasem dla spraw rolniczych zaczęto używać słowa agri-cultura, a samo słowo cultura zaczęło dotyczyć tylko uprawy ducha (animi cultura). Było to kontynuacją greckiej paideia, rozumianej jako wszechstronna „uprawa”[człowieka], racjonalne wychowanie, w aspekcie indywidualnym i społecznym (więcej zob. hasła cywilizacja i kultura w Powszechnej Encyklopedii Filozofii).

Kultura zatem to specyficznie ludzka aktywność na naturze. W jej skład wchodziłoby:
- rolnictwo,
- rzemiosło,
- wydobywanie surowców
- przemysł,
- badania naukowe
- szkolnictwo,
- sztuka artystów
- wychowanie i życie domowe
- sztuka życia.
I właśnie tu – w obszarze sztuki życia - pasują słowa inżyniera z Poznania o zasadach współżycia międzyludzkiego.

Tak to kiedyś opisywano. Tymczasem od kilkudziesięci lat lansowane jest hasło bycia sobą, bycia autentycznym. Jak to rozumieć? – Gdy ktoś otwiera szafę i widać w niej ułożone rzeczy, to mamy wrażenie porządku. Gdy ktoś jednak otwiera usta, a z głowy wyskakują mu gwałtowne emocje, pożądanie, złość, niechęć, to co o tym sądzić? I co wtedy robić? Co nam po tej autentyczności? Jak z tym żyć? Jak z naszą autentycznością mają żyć inni ludzie?

Owszem, psycholodzy zachęcają do ujawniania emocji, lecz czy bezrozumnie? – A zatem pojawia się pytanie, czy emocje można okazywać rozumnie? kulturalnie?

Dzisiaj wydaje się jednak, że kulturalne zachowanie, działanie i życie jest już tylko enklawą na morzu autentyczności. Czy kulturalność stała się staromodna? Czy jakaś klasyczna elegancja życia społecznego jest możliwa? wykonalna? – Współcześnie najmocniej promowana jest „autentyczność” i popierane jest szkolnictwo wtłaczające do głów wiedzę instrumentalną, z pominięciem wychowania.

Popatrzmy na to z punktu widzenia interesów. – Gdy ludzie idą za swoimi autentycznymi(!) impulsami, to m.in. rzucają się do zakupów. Bywa to dla nich przyjemne. Na pewno jest dochodowe dla producentów i handlowców. Także bankowcy zacierają ręce, bo zakupy często są dokonywane na kredyt. Ależ czy często nie jest to kredyt bangsterski? Kto tu zyskuje na tej „autentyczności”?

Albo popatrzmy na to z punktu widzenia wizerunku społecznego. – Gdy ktoś głośno mówi, co mu tylko przyjdzie do głowy, to jak jest odbierany przez tych, którzy słuchają? Często tak, jak w rozmowie dwóch osób będących pod wpływem alkoholu, tzn. nikt się zbytnio nie przejmuje, bo zakłada, że następnego dnia wszyscy niezbyt dobrze będa pamiętali, co zostało powiedziane i zrobione. Ale co, jeżeli ktoś jeden był wstawiony i gadał jak najęty, a ten drugi trzeźwy i głównie słuchał? – Tak oto swobodne wypowiedzi jednych są wysłuchiwane przez trzeźwo myślących drugich i nie ma się potem co dziwić, że ci „autentyczni” są zapamiętywani i traktowani jako idioci.

Kiedyś mówiło się, że dar wymowy jest srebrem, a milczenia złotem. Czy ja tu namawiam do trzymania języka za zębami? Dzisiaj mamy kulturę gadulstwa i gadułów, to jasne. Widać to jaskrawo w TV, gdzie praca wielu prezenterów polega na gadaniu tego, co im ślina na język przyniesie i na zachęcaniu społeczeństwa do swobodnego stylu wypowiedzi. Część z nich zachowuje się przy tym jak psy, które sikają gdzie im się zechce, albo gdzie już inny pies nasikał. Widać, że targają nimi autentyczne pasje, jak pijany woźnica koniem, a koń woźnicą. Zaś treść tych programów przypomina to, co w latach 50 wieku XX było pokazywane wyłącznie w filmach sensacyjnych, kryminalnych i wojennych, zapowidanych przez spikera jako „dla dorosłych”. Ale czy to znaczy, że my musimy się na to nabierać i też stawać się tacy „autentyczni”? – Owszem, rozmawiajmy, mówmy, ale kulturalnie.

Jasne, że są sytuacje, gdy mówienie pomaga. Nawet terapeutyzuje. Od tego mamy przyjaciół, doradców, psychologów czy spowiedników. Z nimi możemy być nie tyle autentyczni, co opowiedzieć im, co nas autentycznie porusza. Oni zaś powinni nas zrozumieć, jako osoby posiadające podobny do naszego światopogląd. A także dotrzymać sekretów. Bo to nie tylko cywilizacja i kultura dyryguje naszymi czynami, lecz m.in. także sumienie.

Mam wrażenie, że inż. Janusz G. z Poznania, choć nie był filozofem, swoją definicją dla dzieci dotykał najważniejszych obszarów. I taką definicja może stosować każdy człowiek używający rozumu, serca i woli.

 

na górę  

 
®2005 Bogusław Kałuski · wykonanie strony: www.enedue.com