Dziecko


Artykuły na temat wychowania dzieci

 

Aktualne motto:
Dzieci nie przychodzą na świat z instrukcją obsługi w rączce [autor nieznany]

 

 

2013-01-13 Kałuski Bogusław
Zabawy dzieci w zimie


Jako dziecko mieszkałem na wsi. Gdy spadł śnieg i chwycił mróz, zjeżdżaliśmy na sankach z dwóch górek, z małej, koło kościoła i z dużej, w wąwozie. Czasem też jeździliśmy na łyżwach, gdy rzeczka i staw zamarzły. Tylko czasem mieliśmy takie szczęście, że strumień zamarzł, a śnieg go nie przysypał. Czasem był wprawdzie bez śniegu, ale wyglądał jak zamarznięta kasza, co uniemożliwiało jazdę na łyżwach. Czasami staw zamarzał gładko, a czasem udawało się z lodu odgarnąć śnieg i grać w hokeja, ale to już wymagało organizacji i sił większych chłopców. – Tak czy owak, gdy tylko był śnieg, byliśmy na dworze tak długo, dopóki nie zmarzliśmy, chyba, że szybciej zmusił nas do tego zapadający wieczór.

Teraz mieszkam w dużym mieście. Jest zima, spadł śnieg. Codziennie wychodzę z córeczką się pobawić. Zjeżdżamy z górki, lepimy bałwana, gdy śnieg jest dość mokry, rzucamy się śnieżkami, każdy wie. – Dzisiaj jest niedziela, więcej czasu, więc poszliśmy nieco dalej, na większą górkę. Było świetnie.

Gdy wróciliśmy do domu i opowiadaliśmy, jak to było, zdałem sobie sprawę, że na tej górce, choć znajdowała się w centrum wielkiego miasta, było mniej dzieci, niż na mojej wiejskiej górce. A ja myślałem, że my się tam będziemy przepychać. – Jak to możliwe? Jak do tego luzu doszło?

Wytłumaczenie jest dość proste. – Na wsi chodziliśmy na sanki i na łyżwy sami. Nigdy nie było przy tym starszych. Natomiast na tej miejskiej górce było około 15 dzieci i 8 rodziców. Niektórzy rodzice byli z więcej niż jednym dzieckiem. Dwóch większych chłopców było bez rodziców. – Na wsi rodzice uważali, że jesteśmy bezpieczni i pozwalali nam wychodzić samemu. W mieście nie pozwala się dzieciom wychodzić samemu i w efekcie na górce jest bardzo mało dzieci. Bo rodzice, nawet w niedzielę, „nie mają czasu” dla swoich dzieci.

I to można uogólnić. Latem na placach zabaw jest oczywiście więcej dzieci, także z rodzicami. Dzieci jednak często są poganiane i pośpieszane do pójścia do domu.

Cóż można powiedzieć? – Jeżeli chcemy zachować dobry kontakt z dziećmi, powinniśmy się z nimi bawić, a najłatwiej to przychodzi, gdy wykorzystujemy naturalne sposobności, takie jak zimowa górka, na której nic nie trzeba wymyślać, tylko zjeżdżać :)

20.02.2013

Jeszcze jeden pomysł. Na śniegu robiliśmy ślady... dinozaurów. Wiadomo, że roślinożercy zostawiały ślady nieco podobne do słoni, a drapieżnki zostawiały ślady podobne do ptaków, choć oczywiście większe. Później z góry mogliśmy oglądać te długie ciągi śladów i opowiadać sobie, kto TU szedł. - Jak zrobić ślad diplodocusa? Trzeba nadepnąć na śnieg trzy raz tuż obok siebie. A jak zrobić ślad tyranosaura? Trzeba nadepnąć też trzy raz, ale w kształcie pazura :)
 

na górę  

 
®2005 Bogusław Kałuski · wykonanie strony: www.enedue.com